fbpx
Restruktor

RESTRUKTOR

Twój partner zmian

Recenzja – Dzielenie tortu – Mike Moyer

Uczciwe dzielenie udziałów między wspólników to duże wyzwanie. Powodów jest kilka. Po pierwsze często dochodzi do nieporozumień między wspólnikami. Wspólnicy, używając tego samego pojęcia „udział”, mogą odmiennie je rozumieć. Udział może oznaczać udział we własności spółki, prawo do zysku, czy też prawo głosu i podejmowania decyzji. Po drugie wspólnicy często niedookreślaną zasad współpracy, rozliczeń oraz zakończenia współpracy.

Pomagając wspólnikom w ustaleniu zasad współpracy, zazwyczaj spisujemy tego typu ustalenia poza umową spółki w odrębnym porozumieniu wspólników (ang. founders agreement). Do umowy spółki przenoszone są jedynie niezbędne elementy.

Najważniejsze problemy

Określając podział udziałów (dzieląc tort), należy określić komu, kiedy i po spełnieniu jakich warunków przysługują udziały. Trzeba też określić, na jakich zasadach może nastąpić zakończenie współpracy. Jest to niezwykle istotne, aby zostawić furtki w postaci możliwości wycofania się dowolnego ze wspólników ze wspólnego przedsięwzięcia oraz możliwość rezygnacji współpracy z danym wspólnikiem przez pozostałych wspólników. W przeciwnym razie dochodzi do sytuacji, gdy spółka posiada jako udziałowców nieaktywnych wspólników, którzy są problemem w przypadku pozyskiwania inwestora lub nowych wspólników. Z kolei wspólnik, który chce odejść z biznesu, powinien mieć możliwość oddania i uczciwej spłaty swoich udziałów. Często widuje się sytuację, w której wspólnik posiada znaczny pakiet udziałów w spółce, spółka zarabia, a wspólnik nie widzi z tego ani grosza. Sytuacja jest niekorzystna i frustrująca dla obu stron. Obie strony czują się oszukane. Jest to niestety bardzo częste zjawisko.

Dzielenie tortu

Mike Moyer w książce Dzielenie tortu. Jak rozdysponować udziały w bezkosztowym start-upie opisuje dynamiczny model dzielenia się udziałami w spółce. Poniżej zaprezentuję pokrótce, na czym polega ten model oraz odniosę się do możliwości zastosowania go w polskim prawie spółek.

Autor książki nie jest ani prawnikiem, ani ekonomistą. Zaobserwował jednak te same problemy we współpracy między wspólnikami, o których pisałem powyżej. Stwierdził, że w dzieleniu udziałów popełnia się dwa podstawowe błędy:

  • krojenie tortu, zanim zostanie upieczony,
  • krojenie tortu po jego upieczeniu.

Pierwsze podejście to podział udziałów z góry. Najczęściej skutkuje późniejszymi trudnymi renegocjacjami ustalonych zasad, problemami z odzyskaniem udziałów, czy też paraliżem biznesu (klasyczny podział 50:50).

Drugie podejście to: zacznijmy działać, potem się jakoś podzielimy. Niestety suma oczekiwań wspólników zazwyczaj przerasta 100% udziałów. Każdy ma wrażenie, że wniósł więcej, niż oceniają to inni wspólnicy.

Specfundusz

Autor proponuje wprowadzenie zasad współpracy w postaci specfunduszu. Jest to model dynamiczny, który polega na bieżącym szacowaniu teoretycznej wartości wniesionych wkładów:

  • czasu,
  • pieniędzy,
  • materiałów i urządzeń,
  • relacji (partnerzy, klienci),
  • własności intelektualnej.

Mimo iż autor posługuje się pojęciem wartości teoretycznej, w praktyce nie oznacza to wartości rynkowej spółki. W początkowym okresie rozwoju start-upu wspólnicy wnoszą dużą ilość czasu, pieniędzy, wiedzy i kontaktów, które potencjalnie mają przynieść rozwój firmy i zbudowanie jej wartości. W tym momencie natomiast spółka ma zazwyczaj praktycznie zerową wartość zbywczą. Równie dobrze można byłoby to porównać do zdobywania punktów zaangażowania w firmie. Określanie tych wartości w walucie może być trochę mylące, zwłaszcza że autor proponuje stosowanie odpowiednich przeliczników w zależności od rodzaju wkładu. Przykładowo proponuje, żeby wkłady pieniężne liczyć x4, a wkład czasu x2. Autor nie wyjaśnia, dlaczego stosuje takie, a nie inne przeliczniki. Po prostu wartościuje poszczególne wkłady, polegając na swoich obserwacjach i swojej subiektywnej ocenie na temat tego, co jest najbardziej potrzebne w początkowej fazie rozwoju firmy.

Określone w ten sposób teoretyczne wartości wkładów poszczególnych wspólników stanowią ich udział w całości przedsięwzięcia. Zatem wspólnik, który przestaje się angażować w start-up, traci w stosunku do pozostałych wspólników, którzy cały czas się angażują. Jego wartość teoretyczna wkładów pozostaje na tym samym poziomie, ale procentowy udział spada.

Dodatkowe zasady

Model jest rozbudowany o dodatkowe procedury, które mają łatać pewne dysfunkcje tego systemu. Przykładowo wystąpienie wspólnika ze spółki z jego winy skutkuje spłatą jego udziałów bez stosowania przeliczników.

W przypadku wprowadzania do spółki nowego wspólnika może być konieczność przeskalowania dotychczasowych wartości teoretycznych wkładów wspólników ze względu na ich przeszacowanie w stosunku do wartości spółki.

W przypadku wstąpienia inwestora autor proponuje ograniczenie specfunduszu jedynie do wspólników aktywnie zaangażowanych w rozwój start-upu, zostawiając dla inwestora stałą liczbę udziałów w spółce.

Autor proponuje, żeby do czasu upieczenia tortu rzeczywiste udziały w spółce były przechowywane przez lidera projektu. Tort uznaje się za upieczony, gdy biznes już sam się finansuje, tzn. wspólnicy nie muszą już wnosić nowych wkładów. Ich czas i inne wkłady mogą być już w pełni opłacane przez spółkę na warunkach rynkowych.

Moja ocena modelu

W mojej ocenie model jest ciekawy i książkę Dzielenie tortu na pewno warto przeczytać. Model rozwiązuje kwestie przystępowania i występowania wspólników ze spółki. Przede wszystkim należy pochwalić książkę za to, że może być niejako gotowcem dla wspólników, którzy nie są gotowi na sporządzenie swojej własnej umowy założycielskiej i samodzielnego uregulowania wszystkich istotnych kwestii.

Jeśli chodzi o wady rozwiązania, to są dla mnie nie do końca zrozumiałe przeliczniki, które autor stosuje przy poszczególnych rodzajach wkładów i sposób ich wyceny. Prowadzenie specfunduszu wymaga też stałej obsługi i zbierania danych od wspólników o ich wkładach czasowych w poszczególnych miesiącach. Do tego musi być osoba, która będzie rzetelnie prowadziła tego typu rozliczenia wkładów wspólników. W wielu przypadkach może to przerastać możliwości wspólników, których główna aktywność powinna być jednak skupiona na rozwoju swojego produktu, a nie wzajemnych rozliczeniach.

Model specfunduszu został wymyślony w oderwaniu od uregulowań prawnych i nie zawiera opisu jak wprowadzić go w praktyce.

Czy da się to zastosować w Polsce?

Model spółki z o.o. jest niestety dość sztywny w kwestii udziałów. Oczywiście są możliwości podnoszenia kapitału zakładowego i obejmowania nowych udziałów, czy też umarzania udziałów wspólnika występującego ze spółki. Jednakże przepisy nie dopuszczają, aby wkładami mogła być praca czy też know-how wspólników. Same zmiany są również dość wymagające i wiążą się z koniecznością zmiany umowy spółki u notariusza i zgłaszania zmian do sądu rejestrowego. Raczej trudno sobie wyobrazić, żeby przeprowadzać tego typu operacje w spółce co miesiąc.

Można przyjąć zgodnie z rekomendacją autora, że udziały przechowuje lider zespołu do czasu upieczenia tortu. Wymaga to spisania bardzo dobrej umowy między wspólnikami określającej zasady obejmowania udziałów.

Pewnym rozwiązaniem może być wprowadzenie do kodeksu spółek prostej spółki akcyjnej (w skrócie P.S.A.), w której nie będzie kapitału zakładowego. W jego miejsce pojawi się kapitał akcyjny, który podobnie jak w specfunduszu zaproponowanym w książce będzie miał raczej teoretyczną, a nie realną wartość.

Zgodnie z projektem nowelizacji prosta spółka akcyjna ma być bardzo elastyczna pod względem wnoszenia wkładów i będzie można wnosić do niej również wkłady niezbywalne takie jak świadczenie pracy bądź usług na rzecz spółki. O prostej spółce akcyjnej pisałem już w artykule Prosta Spółka Akcyjna – Czy to koniec spółek z o.o.? Możesz też posłuchać mojego nagrania z Tomaszem Palakiem albo przeczytać mój inny artykuł na jego blogu Prosta spółka akcyjna – rewolucja w świecie spółek.

Podsumowanie

Na koniec rekomenduję przeczytanie książki Dzielenie tortu przede wszystkim osobom, które zaczynają budowanie firmy z innymi wspólnikami. Dowiesz się z niej m.in. tego, że niezrealizowany pomysł jest wart równe 0 zł oraz że trzeba ustalić zasady współpracy z pozostałymi wspólnikami, zanim dojdzie między wami do nieporozumień.

Mimo że tworzyłem już wiele porozumień wspólników, to książka podsunęła kilka nowych rozwiązań i pomysłów. Będzie zatem na pewno inspiracją również dla osób profesjonalnie zajmujących się tematem.

Czy stosować cały system specfunduszu w całości? Ja bym się raczej nie decydował. Uważam, że te same cele można osiągnąć w prostszy sposób, precyzyjnie określając zasady współpracy i obejmowania udziałów w porozumieniu wspólników. W końcu liczy się efekt naszych wspólnych wysiłków, a nie to, kto ile poświęcił godzin w poszczególnych miesiącach.

Dzięki za odwiedziny bloga!

Skontaktuj się z autorem artykułu